Liber

Autor, czyli Marek L. vel Liber odkąd pamięta mieszkał w Jaworznie. Wcześniej w okresie prenatalnym zamieszkiwał miejsce nieco bardzie komfortowe, ale była to sytuacja przejściowa. Jak przystało na obywatela praworządnego opuścił je w stosownym czasie, by śmiało stawić czoła wyzwaniom życia. Lata młodości strawił na kontestacji schyłkowej dekady PRL-u i stanu wojennego. Edukacja przebiegła bez zakłóceń, by na koniec określić kolejne zawody autora, których nigdy nie podejmował, znajdując po drodze zajęcia bardziej atrakcyjne i jak sądził lepiej płatne.

Kariera zawodowa rozwijała się …tyle można powiedzieć do czasu, kiedy nagle okazało się, że przysłowiowa drabina została przystawiona nie do tego okna, co trzeba. To spowodowało zwrot o 180 stopni. Lecz nie oznacza cofania się w rozwoju autora, a tylko dążenie do eksplorowania obszarów dotąd niezbadanych. Autor nie wie, dokąd ta kręta ścieżka go zaprowadzi, ale ma nadzieję, że niezbyt daleko, bo już trochę posunął się w wieku i bolą go od długiego marszu nogi.

Galerialiber

W życiu dorosłym cechuje go brak odpowiedzialności za pióro i ołówek. Czasami za słowo. Stara się obie te tendencje trzymać na wodzy. Pióro na sznurku, a język za zębami. Często ma wrażenie, że są to dwa niezależne organy jego ciała, które wypowiedziały mu posłuszeństwo by popychać go do rzeczy często uznanych za tabu, bądź poddanych jednoznacznemu osądowi, by móc ten osąd wystawiać na próbę sił.

Autor będąc z wykształcenia również socjologiem stara się być w miarę swoich sił społecznikiem. Społeczną odpowiedzialność pojmuje, jako powstrzymanie się od działania na korzyść opisywania działania innych i wyjaśniania motywów, które stoją u jego podstaw. W zamierzeniu miała z takiego założenia egzystencjalnego wyjść rozprawa doktorska. Niestety, jak to w życiu bywa efekty naszego działania, bądź zaniechania często są zaskakujące. Dla autora takim właśnie efektem jest galeria Liber (i jej poprzedniczka www.familymade.pl), którą szanowni koneserzy sztuki frywolnej macie okazję obejrzeć. Może i lepiej, że wspomniana rozprawa nie powstała. Na pewno nawet w części nie byłaby tak relaksująca i nie dawała autorowi okazji do tylu ciekawych spotkań i rozmów.

Autor żywi nadzieję, że czyniąc postępy w satyrze rysunkowej będzie miał okazje jeszcze nie raz zadowalać bądź deprymować szanownych koneserów. Wznosi więc toast za zdrowie wszystkich obecnych i przyszłych pokoleń miłośników jego twórczości i już zaprasza na kolejne z nią spotkania.